GF 16x24

  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size
Plenery

Plenery

Plener w Stepnicy

Email Drukuj PDF

                    Pierwszy plener integracyjny w nowym roku akademickim za nami. Plener miał charakter bardziej integracyjny niż warsztatowy. Miejscem pleneru była wieś Stepnica malowniczo położona nad wodami Zalewu Szczecińskiego i otoczona lasami Puszczy Goleniowskiej. Nad wodą jest plaża, pięknie oświetlone molo w kształcie litery T, port rybacki, przystań jachtowa nad Kanałem Młyńskim oraz port przeładunkowy w rozbudowie oraz inne ciekawe obiekty. Plener  rozpoczął się od problemów ze zbiórką uczestników, ponieważ miejsce zbiórki pod stacją benzynową istniejącą prawdopodobnie dopiero w planach było nieporozumieniem. Po chwilowym zamieszaniu spotkaliśmy się  pod Urzędem Gminy do którego udała się w celach integracyjnych nasza kierowniczka zespołu. Spotkanie z wójtem mgr Andrzejem Wyganowskim i Sekretarzem Gminy   Mariolą Kwiryng było bardzo sympatyczne i już na tym etapie zaowocowało wstępnymi planami dalszych kontaktów i współpracy. Ponieważ był to nasz pierwszy plener tak w Stepnicy jak i w nowym gronie postanowiliśmy ograniczyć nasz pobyt do terenu plaży jak i portu rybackiego aby uwiecznić w aparatach tamtejsze motywy. . Pogoda, pomimo chłodu, była wspaniała, nowe miejsce dawało nowe możliwości, jednak głód w pewnym momencie  był silniejszy od pięknej przyrody i zagnał uczestników pleneru do pobliskiej, ciekawej architektonicznie „Tawerny”, gdzie sympatyczna obsługa zaserwowała nam smaczny posiłek. Jeszcze sympatyczniej zrobiło się za sprawą naszej kierowniczki. Po zaspokojeniu głodu i pragnienia postanowiliśmy wracać do Szczecina….       a szkoda… bo część grupy trochę przez przypadek opóźniła swój odjazd… i mogliśmy zobaczyć i oczywiście uwiecznić przepiękny zachód słońca. 

Więcej…

Tańcząca fontanna

Email Drukuj PDF

Z językowego nieporozumienia powstała całkiem udana inicjatywa praktycznego szkolenia fotografii nocą. W tej chwili nie ma już żadnej potrzeby rozstrzygać, co autor niewinnego anonsu miał na myśli. Ważnym jest, że cykl zajęć został rozpoczęty. Romek, Basia, Wanda, Stanisław, Basia (cz) z mężem i Romka z mężem i Mirek o 21:00 25 maja 2011 rozłożyli swoje statywy wzdłuż brzegów fontanny. Intensywne przypominanie sobie najbardziej optymalnych ustawień ISO dawało skutki adekwatne do jakości słuchania wykładów Jurka. Brak na miejscu Profesora boleśnie odczuli co poniektórzy wagarowicze. Woda strzeliła do góry, muzyka zagrała, światło rozbłysło i tu konsternacja: słuchać, oglądać, robić zdjęcia? Co jest ważne a co mniej? Wrażenia estetyczne duże. Co by nie mówić. Początek został zrobiony. Trzeba to powtórzyć.

Nietypowe warsztaty miały nietypowy koniec. Roześmiana grupa fotoamatorów ruszyła do pobliskiej kawiarni. Tu czekała wszystkich niespodzianka. Pani kelnerka poinformowała nas że ….zamykają. W mieście pretendującym do miana metropolii, w centrum miasta kawiarnie zamykane są o 22:00 (sic!). Ot, doczekaliśmy się czasów.

I tak, ciut zniesmaczeni, rozeszliśmy się do domów. Cześć z nas zdecydowała się na plener indywidualny. Ostatni zjechali do domów ok. 1:00 dnia następnego

Opracował Mirosław Szyłkowski

 

Oto plon warsztatów:

Trzebież i okolice

Email Drukuj PDF

Przepiękny poranek 31 maja, 2011 zafundowali sobie nasi „warsztatowicze". Już na samym wstępie pogoda nie wróżyła zbytniego zaangażowania w sprawy nauki i pogłębiania wiedzy z zakresu teorii i praktyki fotografii. W słonecznej spiekocie umysły pracowały leniwie. Stojące obok siebie w odległości ok 20 kroków  grupki fotoamatorów szukały się wzajemnie przy pomocy telefonów komórkowych. Najbardziej poszukiwaną osobą była Ola.  Co przeżywała nasza logistyczka, do ostatnich chwil nie widząc nikogo z grupy, tylko ona wie. By nie przedłużać - ze Szczecina wyjechaliśmy o czasie.

Police przywitały nas jeszcze większą spiekota i…. zmianą rozkładu jazdy. To takie polskie, …kto z władz linii samorządowej przejmowałby się taką drobnostką ,  jak aktualizowanie terminów odjazdów autobusów na własnej stronie internetowej. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło – zwiedziliśmy stare Police.

Do Trzebieży dotarliśmy z lekkim opóźnieniem i stwierdziliśmy że "czas na posiłek".  Byliśmy już prawie w komplecie. Przy przystani czekały na nas trzy koleżanki. Prawie, – bo Hieronim gdzieś nam zginął. Najbardziej prawdopodobnym wydawał się nam przypadek, ze Jurek zamknął grzesznika w kościele. Hieronim pojawił się jednak tuz przed wypiciem przez resztę towarzystwa małej czarnej i przed profesjonalnym wykładem Pani Profesor Eli. Tu należy na chwilę wrócić do wymienionego wyżej kościoła. Prawdopodobnie wzbudzaliśmy w Trzebieży duże zainteresowanie, bo Pan Kościelny, bez większych zabiegów wręczył Jurkowi klucz do świątyni i mogliśmy w jej wnętrzu robić zdjęcia do woli.

Następny etap zwiedzania – przystań wodna - nie wzbudziła większego zainteresowania. Marina jak marina, żaglowce jak żaglowce. Część z nas, jakby wiedziona rasowym instynktem fotografa, parła ku plaży.  Na plaży, jak na plaży. Obiektów fotografowania wiele. Jedni fotografowali wodę, inni dzieci, jeszcze inni pieski. Cześć poddała się słodkiemu leniuchowaniu. Nawet Pan Profesor mocno nie krytykował  robienia zdjęć metodą: na muzeum. Jedynie Romek przepytywał wszystkich, jaką preselekcję wybrali. Były jeszcze inne obiekty fotografowania.

Więcej…

Strona 10 z 10